Friday, October 17, 2014

wtorek

Tuesday


Moja ostatnia wycieczka nie była ani daleka ani długa. We wtorek wybraliśmy się z kolegami na zachód Dolnego Śląska, a naszym pierwszym przystankiem był Zamek Grodziec, późnogotycka warownia wybudowana na bazaltowym wzgórzu. Pogoda była wspaniała, deszczowa, mglista i ciepła, idealna na pieszą wędrówkę.

My last trip was neither long nor far away. On Tuesday we went with my coworkers to the west of our beautiful Lower Silesia. The first stop was at Grodziec Castle, a late-Gothic stronghold built on a basalt hill. The weather was fantastic, rainy, foggy and warm, perfect for such a walk.


Po zejściu z wygasłego wulkanu pojechaliśmy do Bolesławca, tam odwiedziliśmy trzy miejsca: Manufakturę na ulicy Gdańskiej, dział ceramiki Muzeum Ceramiki i piwnicę Paryską. To co podobało mi się w Manufakturze, to fakt, że pracownicy naprawdę używali tam własnych kubków w te niebieskie ciapki. Poza tym kupiłam sobie cztery gadżety, dwa magnesy na lodówkę, breloczek i piękny koralik, jedyny, który z jakichś powodów miał celtycki wzór. W paryskiej podobał się nam natomiast arabsko wyglądający kelner, nam tzn. mnie i Gosi.


After coming down from an extinct volcano we went to Bolesławiec & visited three places there: Manufaktura in Gdańska St., Museum of Ceramics and Paris Basement (a very nice restaurant in Komuny Paryskiej St.). What I loved about Manufatura was that workers really used their own products there. And I bought four items: two fridge magnets (I've been collecting them for last four years), a keychain and one bead that for some reason had a cobalt celtic pattern. In Paris Basement we enjoyed watching a waiter with Arab-like features. By "we" I mean me and Gosia.


Kiedy wróciłam do domu, zastałam w nim paczkę z pięknym nietkniętym stemplem do scrapbookingu.
Pełnia zadowolenia. Stempel został zrobiony w nieistniejącej już firmie Stamps Happen w Fullerton, USA.

When I came back home there was a parcel waiting for me with an unused rubber craft stamp. Utter bliss :). It was made in Stamps Happen, Fullerton, CA. As far as I know they are no longer in business.


To był mój wtorek. Od tego czasu miałam dwa super spotkania i dwie kawy. No i jeszcze pogoda się psuje, zbliżają się robótkowe wieczory :), czy to nie wspaniale?

It was my Tuesday. Since then I had two great meetings and two good coffees. And the weather's deteriorating ... days of knitting/drawing/reading are coming, isnt' it great?

No comments:

Post a Comment

Have the best day ever, my friends :)