Sunday, November 1, 2015

Kopalnia Liczyrzepa

Liczyrzepa mine

poniżej zdjęcia z kopalni uranu, którą zaliczyłam tydzień temu. Liczyrzepa jest jednym z kilku miejsc w których wydobywano w latach 50-tych rudę uranu do pierwszej radzieckiej bomby atomowej. w tamtych czasach kopalnia była oczywiście ściśle tajna. teraz można się w niej przespacerować ponad kilometrową ścieżką turystyczną.

below there are pics from my visit to the uranium mine near Kowary we were in a week ago. Liczyrzepa (Rübezahl) is one of several places where in the 50s uranium ore was explored  for the first Soviet atomic bomb. of course, the mining activity in the adit was top secret then. these days you can take an over 1 km long walk inside it. 


przewodnik mierzył dla nas promieniowanie w milisiwertach
our guide showed us measured radiation in mSv


złoże świecące w ciemności
a layer glowing in the dark


ciemne przejście
a dark passage


to nie my świeciliśmy na końcu tej drogi. pokaz laserów.
we weren't glowing in the end. it was a short laser show.

Thursday, October 29, 2015

jesień w górach

fall in the mountains



ostatni piątek i sobotę spędziłam rzut beretem od Kowar. byłam jeszcze w sztolni (o tem potem), na razie kilka zdjęć z sobotniego spaceru fragmentem czarnego szlaku.

last friday & sunday i spent near Kowary. i was also in the uranium mine (i'll tell you later), but for now I'll leave you with several snaps from my black trail walk.

Sunday, October 4, 2015

4 października

4th of october

to zdjęcie mogłoby zostać zrobione dzisiaj - było nawet cieplej i plaga biedronek wypełzła na ściany. ale jest sprzed tygodnia, zanim jeszcze zepsuł mi się aparat (i odpsuć się nie zamierza). od ostatniego postu zaszły zmiany radykalne. balansuję na krawędzi. jestem szczęśliwa, nie wiem jednak po której stronie spadnę.

this picture could've been taken today - it was even warmer and hordes of ladybugs invaded the walls. but it had been taken a week ago, before my camera broke (and has no intention of repairing itself). besides, radical change in my life has appeared since the last post ... happy, but not knowing what the future will bring.

Saturday, September 19, 2015

czerwone jabłuszka i katzengebirge

red apples & katzengebirge


ten okres od ostatniego wpisu był i piękny, i trudny.
w czwartek został pobity wrześniowy rekord ciepła dla Wrocławia. 33 stopnie! nieźle :).
ale był też chłodniejszy czas i mitenki bardzo się przydały.
do astronomicznej jesieni zostało jeszcze kilka dni, w ogrodzie widać ją już na jabłoniach, w nocy słychać na polanach - jelenie ryczą aż miło.
rozmawiałam dzisiaj z Dżi o kotach i przy okazji znalazłam plakat promujący mój rodzinny region (author: Ryszard Kaja).

this period of time since my last post has been beautiful, and hard as well.
on thursday Wrocław broke 1962 temperature record for Sept. 33 degrees. not too shabby :).
but there was also a chillier time and the mittens proved to be very succesfull. .
there are still several days to autumn equinox, but fall is already present in our garden in apples trees, and at night you can hear it in the clearings as the rut has been getting into full swing.
I talked today with Dżi about cats and our homeland and I found the poster promoting both. 


tak, urodziłam się wśród kocich gór, w dawnym zakonie cysterek. nieźle to brzmi, nieprawdaż / yep, I  was born in the middle of the Cat Mountains, in the former Cisterian monastery. sounds cool, doesn't it?

Saturday, August 22, 2015

witaj pierwsza kwadro

welcome the first quarter moon


wiadomość tygodnia jest taka, że mamy nowego kota. ma na imię Wojtek, ma ok. 4 miesiące i niedługo zacznie ząbkować.

druga wiadomość, mniej istotna: skończyłam drutować moje pierwsze mitenki. już mam w głowie, że następne muszę zrobić z klinem na kciuk, bo metoda, którą wybrałam teraz jest najprostsza, ale mało elegancka.


the news of the week is we've got a new cat. Voytek is around 4 months old and I think he's going to cut his teeth soon.

the second news, not so important: I've finished knitting my first fingerless mittens. I've already got a plan to make another ones with thumb gusset, because the method I picked this time was easy but the effect wasn't elegant enough.

Sunday, August 9, 2015

antystresowe kolorowanki po raz pierwszy

first time with an anti stress coloring book


nie, to jeszcze nie jesień. z powodu tropikalnych upałów pod naszą starą, zmęczoną lipą piętrzy się stos zeschniętych liści. przez ostatni tydzień temperatura pod wieczór nadal kręci się wokół 30 stopni, a w domach bez klimatyzacji ledwie daje się oddychać.

kocham i koloruję. bo trudne to moje kochanie. Sztukoterapia jest moją pierwszą kolorowanką dla dorosłych - dużą, więc spędzę z nią trochę czasu - ale nie ostatnią.

no, it isn't  fall, yet. because of tropical heat, there's a pile of leaves under our old linden. since last sunday temperatures in the evening have been around 30 degrees (85°F) and in houses without air conditioning, rather typical in our climate, it's really difficult to breathe.

I love & color :D. because my love is a bit rough. Sztukoterapia is my first coloring book for adults - a thick one, I'm going to spend some time on it - but not my last. 


>>> poza tym lubię kubki z rysunkami. np. Chaty wuja Freda, niedawno znalazłam Torbacza Wombata. Tylka też powinna być na kubkach. może jest, a ja nic nie wiem? do pracy kupiłam oczywiście Małą Mi / i love mugs with pictures like these from Chata wuja Freda and Torbacz Wombat. Tylka's art also should be on mugs. maybe it is, who knows? I bought a new mug with Little My and I'm going to bring it to work (it's got a great quote "just go out, you're wasting oxygene")
>>> ostatnio sporo słucham greckiej muzyki, np. ten koncert Ελεονώρα Ζουγανέλη z 2011 roku / love listening to greek music lately. this concert of Ελεονώρα Ζουγανέλη from 2011 was great.
>>> doświadczyłam uniesień serca i bardzo przypadły mi do gustu lekcje oparte na życiu Fridy Kahlo / because I'm experiencing heartbreak now, I embraced lessons we can all learn from Frida Kahlo's life.

Sunday, July 19, 2015

lato

summer


więc siedzimy pod drzewami, jemy dobre rzeczy i pudełko pasteli olejnych zostało dokupione, żebym mogła sobie pomalować jak mi się zachce. gorąc. nic ważnego się nie dzieje.

so we're sitting under the trees, eating good things & I bought more oil pastels to color whatever and whenever I want to. hooot! nothing important is going on here.

Saturday, July 4, 2015

our endless numbered days

niekończące się dni policzone


dwa dni później,
nadal 30ºC w cieniu. nasze lato takie.
2 days later,
still 90ºF in the shade. our summer, the way it is.

Friday, June 5, 2015

wtorek i środa w Karkonoszach

tuesday and wednesday in Giant Mountains


we wtorek Śnieżka była spowita mniejszą/większą szarością. pierwszy raz zdobyłam ją jeszcze w szkole podstawowej. na jej szczycie jest budynek, który wygląda jak statek UFO, a powietrze na górze pachnie goframi.

on tuesday Śnieżka was hidden in clouds. I climbed it for the first time in my life in primary school, many years ago. on the top you can see a disc-shape observatory that looks like an alien spacecraft and there's a scent of warm waffles in the air.


po zejściu z góry wybraliśmy się niebieskim szlakiem do kotła Małego Stawu. Samotnia to piękne schronisko, ale spędziliśmy tam tym razem tylko pół godziny. im bardziej schodziliśmy w dół, tym lepsza była pogoda. spacerując przeszliśmy nad Łomnicą.

after descending the summit we continued to follow the blue trail to Small Pond Kettle. in the second pic you can see "Samotnia", one of the most beautiful, wooden mountain hostels in Poland. we spent there only like half an hour. the weather became better and better. hiking we went over the Łomnica River. 


... szlak zaprowadził nas do świątyni Wang i tam zakończyliśmy nasze wtorkowe spacery, a ja w spokojnym miejscu w Sosnówce zajęłam się leczeniem pęcherza na paluchu.

... the trail led us to Vang, a stave church brought from Norway to Karpacz by Friedrich Wilhelm of Prussia. here we finished our tuesday hiking and I could treat a heat blister on my toe staying for the night in a cozy place in Sosnówka.


następnego dnia zaczęliśmy marszrutę od spaceru do kaplicy św. Anny na zachodnim stoku Grabowca. pod kaplicą jest źródło radoczynnej wody mineralnej, której można się napić z kranu przy budynku. podobno nabierając jej w usta i biegnąc 7 razy wokół kaplicy można zapewnić sobie spełnienie każdego miłosnego marzenia :).

next day we started out hiking from a short walk to St. Anne’s Chapel on the western slope of Grabowiec. under the building there's a source with radon mineral water that you can drink from a tap placed outside the chapel. it is said that if you manage to run around the chapel seven times with a mouthfull of this water, not spilling it and not choking, your romantic wish will come true :).


po spacerze przejechaliśmy autokarem do leśnej huty w Szklarskiej Porębie, gdzie panowie kontynuują średniowieczną tradycję produkcji szkła. byłam tam już w zeszłym roku, ale z łatwością zostałam ponownie oczarowana kolorowymi szkiełkami.

after the walk we went by coach to Forest Glassworks, a place in Szklarska Poręba (literally it means "glass clearing"), where glaziers are continuing the medieval tradition of producing hand-blown glass. I was there a year ago, but still it was fun to watch them working.



w drodze z huty do Szklarki towarzyszyły nam chmury soczewkowate, zresztą przez cały dzień niebo było dość niezwykłe ...

on the road from glassworks to Szklarki Waterfall we've seen lenticular clouds above our heads ...


przedostatni przystanek uczciłam oscypkiem na ciepło z borówką, nad Kamienną. uwielbiam to połączenie słonego ze słodkim.

last but one stop I celebrated with grilled "oscypek" (salted smoked sheep milk cheese) with whortleberries, eaten on a bridge over the Kamienna River. I love this combination of salty and sweet taste.


chodzenie po górach jest jak życie, trochę starego, trochę nowego, pozdrawianie nieznajomych na szlaku, pragnienie. na końcu wyciągnęłam wodę, która w tym słońcu smakowała jak ambrozja i zjadłam kanapkę z jajkiem patrząc na panoramę gór, które zostawiłam za sobą. tak.

hiking is like life, a bit of sth old, a bit of sth new, saying hello to some people you're passing by, thirst. at the end I pulled out a bottle of water that in a scorching sun tasted like ambrosia and ate a sliced egg sandwich while looking at the panorama of mountains I left behind. yeah.