Showing posts with label nature. Show all posts
Showing posts with label nature. Show all posts

Friday, June 5, 2015

wtorek i środa w Karkonoszach

tuesday and wednesday in Giant Mountains


we wtorek Śnieżka była spowita mniejszą/większą szarością. pierwszy raz zdobyłam ją jeszcze w szkole podstawowej. na jej szczycie jest budynek, który wygląda jak statek UFO, a powietrze na górze pachnie goframi.

on tuesday Śnieżka was hidden in clouds. I climbed it for the first time in my life in primary school, many years ago. on the top you can see a disc-shape observatory that looks like an alien spacecraft and there's a scent of warm waffles in the air.


po zejściu z góry wybraliśmy się niebieskim szlakiem do kotła Małego Stawu. Samotnia to piękne schronisko, ale spędziliśmy tam tym razem tylko pół godziny. im bardziej schodziliśmy w dół, tym lepsza była pogoda. spacerując przeszliśmy nad Łomnicą.

after descending the summit we continued to follow the blue trail to Small Pond Kettle. in the second pic you can see "Samotnia", one of the most beautiful, wooden mountain hostels in Poland. we spent there only like half an hour. the weather became better and better. hiking we went over the Łomnica River. 


... szlak zaprowadził nas do świątyni Wang i tam zakończyliśmy nasze wtorkowe spacery, a ja w spokojnym miejscu w Sosnówce zajęłam się leczeniem pęcherza na paluchu.

... the trail led us to Vang, a stave church brought from Norway to Karpacz by Friedrich Wilhelm of Prussia. here we finished our tuesday hiking and I could treat a heat blister on my toe staying for the night in a cozy place in Sosnówka.


następnego dnia zaczęliśmy marszrutę od spaceru do kaplicy św. Anny na zachodnim stoku Grabowca. pod kaplicą jest źródło radoczynnej wody mineralnej, której można się napić z kranu przy budynku. podobno nabierając jej w usta i biegnąc 7 razy wokół kaplicy można zapewnić sobie spełnienie każdego miłosnego marzenia :).

next day we started out hiking from a short walk to St. Anne’s Chapel on the western slope of Grabowiec. under the building there's a source with radon mineral water that you can drink from a tap placed outside the chapel. it is said that if you manage to run around the chapel seven times with a mouthfull of this water, not spilling it and not choking, your romantic wish will come true :).


po spacerze przejechaliśmy autokarem do leśnej huty w Szklarskiej Porębie, gdzie panowie kontynuują średniowieczną tradycję produkcji szkła. byłam tam już w zeszłym roku, ale z łatwością zostałam ponownie oczarowana kolorowymi szkiełkami.

after the walk we went by coach to Forest Glassworks, a place in Szklarska Poręba (literally it means "glass clearing"), where glaziers are continuing the medieval tradition of producing hand-blown glass. I was there a year ago, but still it was fun to watch them working.



w drodze z huty do Szklarki towarzyszyły nam chmury soczewkowate, zresztą przez cały dzień niebo było dość niezwykłe ...

on the road from glassworks to Szklarki Waterfall we've seen lenticular clouds above our heads ...


przedostatni przystanek uczciłam oscypkiem na ciepło z borówką, nad Kamienną. uwielbiam to połączenie słonego ze słodkim.

last but one stop I celebrated with grilled "oscypek" (salted smoked sheep milk cheese) with whortleberries, eaten on a bridge over the Kamienna River. I love this combination of salty and sweet taste.


chodzenie po górach jest jak życie, trochę starego, trochę nowego, pozdrawianie nieznajomych na szlaku, pragnienie. na końcu wyciągnęłam wodę, która w tym słońcu smakowała jak ambrozja i zjadłam kanapkę z jajkiem patrząc na panoramę gór, które zostawiłam za sobą. tak.

hiking is like life, a bit of sth old, a bit of sth new, saying hello to some people you're passing by, thirst. at the end I pulled out a bottle of water that in a scorching sun tasted like ambrosia and ate a sliced egg sandwich while looking at the panorama of mountains I left behind. yeah.

Tuesday, May 19, 2015

w ogrodzie

in the garden

 
przebojowa melisa
a feisty lemon balm

 
nieśmiała mięta
a shy mint

 
zdeterminowany szczaw
a determined common sorrel

 
dzielna, mała szałwia
a brave, little sage

 
a wy kim jesteście, przybysze?
and who are you, strangers?
 

Tuesday, January 6, 2015

biało

winter white


bardzo dziwna zima nam się zdarza, pierwszy śnieg spadł dopiero w drugim dniu świąt. ogólnie ten czas spędziłam bardzo mile i zarzuciłam trochę robótki. czytam teraz biografię napisaną przez Boel Westin, którą wylicytowałam w Domu Tymianka jeszcze w listopadzie. książka jest pełna rysunków Tove, na które pozerkuję z zazdrością. z pewnych względów początek roku był emocjonalnie nieprzyjemny, ale tylko z pewnych i wczoraj wróciłam do pozytywnie nastawionej siebie. żadnych noworocznych postanowień, choć wychodzi na to, że to piąty rok mojego pięcioletniego planu zmiany na lepsze ^^, poza tym mam w głowie jakieś tam projekty. życzę sobie, żeby wszystko szło gładko, po prostu.

a very strange winter indeed. it was snowing here for the first time on the 2nd day of christmas. generally I love holiday season so I spent it cheerfully and without knitting. I'm reading Boel Westin's book about Tove Jannson. it was still november when the biography was bought at a charity auction for critters in Dom Tymianka (Tymianek's House). the book is full of Tove's drawings and they make me a bit jealous of her talent :). for certain reasons the beginning of this year was kind of emotionally exhausting. but yesterday I stopped letting other person bring me down. no new year's resolutions, although apparently it's the fifth year of my five-year plan to move on gracefully with my life ^^ and I've got some projects on my mind. I wish myself a smooth year, that's all.

Sunday, November 2, 2014

sweet november

listopad :)

spacer to najtańszy sposób na smutki jaki dała nam natura. i jedna z możliwości docenienia pór roku. chciałam wam więc pokazać szybciutko kilka zdjęć z mojej dzisiejszej pieszej wędrówki zielonkowej - kolory blakną, ale nadal są niesamowite.

walking is the cheapest cure for sadness given us by mother nature. and one of the possibilites to enjoy the gifts of the season. so today I wanted to show you very quickly several pictures from my walk into the woods in search of yellow knights - the colors are fading but they're still exceptional.


listopad zaczął się naprawdę łaskawie. wczoraj w południe na niebie rozlazły się altocumulusy, a dzisiaj temperatura kręciła się ok. 14 °C. nie obchodziłam Halloween, w sobotę byłam przez ponad godzinę na mszy na cmentarzu, ale przyznam, że głównie przyglądałam się chmurom przez ciemne okulary mojej mamy i wygrzewałam się w słońcu. idea zadumy nad życiem i śmiercią w tylko jeden dzień roku nie przemawia do mnie za bardzo.

November started pretty gracefully. yesterday afternoon we had a lot of altocumulus clouds in the sky, and today the temperature was around 14°C (58°F). I haven't celebrated Halloween, only yesterday I went with my parents to the cemetry to light some candles and attend an outdoor Mass (we didn't care much about the latter, though). mostly I watched clouds through my mother's shades and basked in the sun. it's just the idea of pondering life and death in only one day of the year doesn't convince me at all.


kiedy nie chodzę, upajam się kolorami włóczek na allegro / when I don't walk, I exhilarate myself with all the colors of yarns on allegro.


i liczę na to, że pogoda jeszcze jakiś czas się utrzyma. dużo wewnętrznego ciepła na ten listopad wam życzę :) / I hope the weather holds up for a few more days. wish you all inner warmth in November.